Przetwory były od zawsze dla mnie "czarną magią". Jeszcze z dzieciństwa pamiętam jak moja mama z pietyzmem zamykała lato w słoikach. Nigdy nie pozwoliła mi jej pomóc (no może poza drelowaniem wiśni i szypułkowaniem winogron, porzeczek). Wykonanie zawsze jednak było jej i tylko jej bo..."nie znasz sie na tym" i jakoś też ona tą wiedzą tajemną nie była skora się podzielić "bo i tak Ci nie wyjdzie" lub " robię tego tyle, że i dla Was starczy". Te działania na długie lata utwierdziły mnie w przekonaniu, że robienie przetworów to czynność skomplikowana, dar tworzenia dobrych dżemów, kompotów i soków nie jest dany wszystkim no więc nawet nie myślałam, że i ja dałabym radę. Wszystko zmieniło się tego lata. Już drugi rok jestem szczęśliwą posiadaczką własnego miejsca na ziemi w podlubelskiej wsi. Tu poznałam cudowną osobę, moją sąsiadkę Anię. To ona powiedziała któregoś razu-mam dużo truskawek, może zrobisz sobie dżem? Ja???? Ale ja nie umiem! A co w tym trudnego? Zadzwoniłąm do mamy. Mamo czy ja będę umiała zrobić dżem? A co w tym trudnego usłyszałam ponownie tym razem z ust Tej Która Wie. I ogórki mogłabyś sobie zrobić. No proszę to mówi moja mama. Więc może jednak...
Już widziałam się oczami wyobraźni godzinami stojącą przy kuchni i mieszającą zasmażane czerwone cudo, ale i tu mnie moja Ania zaskoczyła. No co Ty Kochana szkoda czasu kup sobie żelifix. No tak, żelfix ale ja chciałam tak tradycyjnie, z magią. Szkoda czasu ale jak chcesz. Chciałam. Jednak spojżawszy realnie na czas jakim dysponuje będąc matką dwóch córek w tym jednej stale wiszącej na cycku poszłam na łatwiznę i wybrałam żelfiks i w przeciągu godziny stało w kuchni pięknie czerowne cudo w ilości 8 słoików. I nawet smaczne. No dobra pierwsze koty za płoty, może w przyszłym roku spróbuję tak tradycyjnie, bez żelfixu.
Teraz nastał czas ogórków-mój malutki ogródek również wydał z siebie ich sporą ilość. Część dałam chrzestnej matce mojej młodszej córki - bo ona biedna w tym Krakowie to przecież tylko pędzone kupi a ja mam własne ekologiczne. I tym razem Ania powiedziała, że są gotowe mieszanki ziół do słoików, a mi potrzebne są jedynie słoiki i ogórki. Ale tym razem wybrałam tradycję, mąż ukopał chrzanu, czosnek miałam, koper też swój własny i liście winogron. I w ten oto sposób zrobiłam swoje pierwsze przetwory na zimę, ogórki kiszone.
A wczoraj kilka słoików kompotu z wiśni
I wiecie co-nie taki diabeł straszny a do tego ile frajdy!
Co prawda nie wiem jeszcze jak to wszystko wyszło, dowiem się niebawem i zdam relację, ale jestem z siebie ogromnie dumna, przełamałam lęk i zrobiłam własne przetwory. Ha!
Może czytając to stwierdzicie, też mi wyczyn dżemy z żelfixu i ogóry, najprostsze z prostych, może i tak ale nie o to chodzi. Chodzi o fun
Jak mawia Spongebob Kanciastoporty.
Życzę wszystkim udanych przetworów, za rok (a może jeszcze w tym) sięgam po kolejne nieznane i magiczne-nalewki
Smacznej nocy
Już widziałam się oczami wyobraźni godzinami stojącą przy kuchni i mieszającą zasmażane czerwone cudo, ale i tu mnie moja Ania zaskoczyła. No co Ty Kochana szkoda czasu kup sobie żelifix. No tak, żelfix ale ja chciałam tak tradycyjnie, z magią. Szkoda czasu ale jak chcesz. Chciałam. Jednak spojżawszy realnie na czas jakim dysponuje będąc matką dwóch córek w tym jednej stale wiszącej na cycku poszłam na łatwiznę i wybrałam żelfiks i w przeciągu godziny stało w kuchni pięknie czerowne cudo w ilości 8 słoików. I nawet smaczne. No dobra pierwsze koty za płoty, może w przyszłym roku spróbuję tak tradycyjnie, bez żelfixu.
Teraz nastał czas ogórków-mój malutki ogródek również wydał z siebie ich sporą ilość. Część dałam chrzestnej matce mojej młodszej córki - bo ona biedna w tym Krakowie to przecież tylko pędzone kupi a ja mam własne ekologiczne. I tym razem Ania powiedziała, że są gotowe mieszanki ziół do słoików, a mi potrzebne są jedynie słoiki i ogórki. Ale tym razem wybrałam tradycję, mąż ukopał chrzanu, czosnek miałam, koper też swój własny i liście winogron. I w ten oto sposób zrobiłam swoje pierwsze przetwory na zimę, ogórki kiszone.
A wczoraj kilka słoików kompotu z wiśni
I wiecie co-nie taki diabeł straszny a do tego ile frajdy!
Co prawda nie wiem jeszcze jak to wszystko wyszło, dowiem się niebawem i zdam relację, ale jestem z siebie ogromnie dumna, przełamałam lęk i zrobiłam własne przetwory. Ha!
Może czytając to stwierdzicie, też mi wyczyn dżemy z żelfixu i ogóry, najprostsze z prostych, może i tak ale nie o to chodzi. Chodzi o fun
Życzę wszystkim udanych przetworów, za rok (a może jeszcze w tym) sięgam po kolejne nieznane i magiczne-nalewki
Smacznej nocy


















