Nie wiem jak wy, ale ja zaczęłam odliczać.
Zostało 6 (słownie sześć) dni do rozpoczęcia roku szkolnego. W moim przypadku, dokładnie rzecz ujmując, przedszkolnego.
Dwie gadziny najsłodsze pomaszerują do placówki edukacyjnej a jedna gadzina, najmniejsza, pozostanie ze mną na włościach.
Owszem, zastanawiam się, jak to będzie, wszak Biszkopt będzie w nowej grupie (bez swej ukochanej Hani, niestety) pięciolatków, a Bielinek pomaszeruje bezpośrednio do grupy numer jeden o wdzięcznej nazwie "Wesołe Zajączki". To, że Biszkopt lekko to przeżyje to ja wiem, ale myślę, ze skoro rok temu pięknie się wbił w przedszkole to i tym razem w miarę gładko pójdzie.
Bielinek też nie spędza mi snu z powiek, być może dlatego, że to już druga pociecha odsyłana na stan placówki. Generalnie cycem jest niebyt ogromnym, ale czort wie, co mu pod białą kopułą zaświta z dniem 1 września. istnieje dalekie prawdopodobieństwie, iż widząc wyjące stado trzylatków sam się poryczy. Ale czyjże to problem jest...? J, bo to on ich odwiezie, hehehehehe.
Dobra, żarty na bok, przeżywać będę ten pierwszy września, no taka prawda, siostrę pięćset razy pogonie po obydwu grupach, żeby mi doniosła jak się Bielin z Biszkiem mają.
Niemniej mam wizję.
J zabiera młodzież do pekola wczesną porą o poranku, a w domu panuje CISZA. Nikt się nie drze o śniadanie, nie ma latania jak kot z pęcherzem, a ja wszystko mogę zrobić bez pośpiechu. Wylezie z pokoju zaspany Paciusi, przytuli się mięciutkim ciałeczkiem, poprosi o płatki, zje, będzie się bawił, wyjdziemy na dwór - bez pośpiechu i uciszania rozdartych gardeł na klatce schodowej...bez afery wrócę do domu, położę spać Paciusiego i będę miała przynajmniej dwie godziny błogiej ciszy na drzemkę, umycie podłogi, włosów, książkę...
Lecz nim do tego stanu dojdę, będę musiała ułagodzić stres związany z przedszkolem. A to dlatego, że moje dzieci zaczynają nowy, kolejny, doroślejszy etap w życiu. Biszkuś poleci do zerówki, Bielinek już nie jest przymamusiną przylepą i idzie do pierwszej grupy przedszkolnej, a Pacio będzie miał mamę tylko dla siebie przez bite pół dnia.
Dorastają mi synki, czas nie czeka, zapiernicza.
jest plus, otóż trzeciego września, w sobotę, mamy z J rocznicę ślubu. A drugiego września mój Tata odbiera dzieciarnię z przedszkola i na likend zabiera do siebie, zostanie na stanie jedna sztuka. I jaki z tego morał? Będzie rocznica...! z porządnym świętowaniem
Zostało 6 (słownie sześć) dni do rozpoczęcia roku szkolnego. W moim przypadku, dokładnie rzecz ujmując, przedszkolnego.
Dwie gadziny najsłodsze pomaszerują do placówki edukacyjnej a jedna gadzina, najmniejsza, pozostanie ze mną na włościach.
Owszem, zastanawiam się, jak to będzie, wszak Biszkopt będzie w nowej grupie (bez swej ukochanej Hani, niestety) pięciolatków, a Bielinek pomaszeruje bezpośrednio do grupy numer jeden o wdzięcznej nazwie "Wesołe Zajączki". To, że Biszkopt lekko to przeżyje to ja wiem, ale myślę, ze skoro rok temu pięknie się wbił w przedszkole to i tym razem w miarę gładko pójdzie.
Bielinek też nie spędza mi snu z powiek, być może dlatego, że to już druga pociecha odsyłana na stan placówki. Generalnie cycem jest niebyt ogromnym, ale czort wie, co mu pod białą kopułą zaświta z dniem 1 września. istnieje dalekie prawdopodobieństwie, iż widząc wyjące stado trzylatków sam się poryczy. Ale czyjże to problem jest...? J, bo to on ich odwiezie, hehehehehe.
Dobra, żarty na bok, przeżywać będę ten pierwszy września, no taka prawda, siostrę pięćset razy pogonie po obydwu grupach, żeby mi doniosła jak się Bielin z Biszkiem mają.
Niemniej mam wizję.
J zabiera młodzież do pekola wczesną porą o poranku, a w domu panuje CISZA. Nikt się nie drze o śniadanie, nie ma latania jak kot z pęcherzem, a ja wszystko mogę zrobić bez pośpiechu. Wylezie z pokoju zaspany Paciusi, przytuli się mięciutkim ciałeczkiem, poprosi o płatki, zje, będzie się bawił, wyjdziemy na dwór - bez pośpiechu i uciszania rozdartych gardeł na klatce schodowej...bez afery wrócę do domu, położę spać Paciusiego i będę miała przynajmniej dwie godziny błogiej ciszy na drzemkę, umycie podłogi, włosów, książkę...
Lecz nim do tego stanu dojdę, będę musiała ułagodzić stres związany z przedszkolem. A to dlatego, że moje dzieci zaczynają nowy, kolejny, doroślejszy etap w życiu. Biszkuś poleci do zerówki, Bielinek już nie jest przymamusiną przylepą i idzie do pierwszej grupy przedszkolnej, a Pacio będzie miał mamę tylko dla siebie przez bite pół dnia.
Dorastają mi synki, czas nie czeka, zapiernicza.
jest plus, otóż trzeciego września, w sobotę, mamy z J rocznicę ślubu. A drugiego września mój Tata odbiera dzieciarnię z przedszkola i na likend zabiera do siebie, zostanie na stanie jedna sztuka. I jaki z tego morał? Będzie rocznica...! z porządnym świętowaniem


















