Mowa tu o brzuchu.
Otóż nachodzą mnie często takie przemyślenia, patrząc na siebie w lusterku.
Łeb ujdzie, niech mu będzie, te dwa wstrętne podbródki to trochę rodzinne i wyglądam jak księżyc w pełni, ale sama gęba masakrą nie jest i kanałami chodzić nie muszę. Włos po uczesaniu całkiem ładnie się prezentuje. Szyja i ramionka w porzo, cyc tez taki w - sam - raśny. I koniec. Po bokach uchwyty miłości całkiem niezłe, zad jak kosiara, albo może młócka, albo yyyy, ten, jak mu tam, kombajn. Fakt - po ziemi się za mną nie ciągnie, ale to prawdopodobnie tylko kwestia czasu.
No i teraz rzeczony brzuch. Skóra wisi podlepiona elegancko tłuszczem. Lecz jest plus - rozstępów nie mam jakoś nadmiernie, owszem, kilka jest, ale nie widać jakoś szczególnie. A na dole najcudowniejsza pamiątka na świecie - uśmiech mam na tym brzuchu, to po cięciach ślad, dzięki niemu ze śpiewem na ustach odpowiem skąd się biorą dzieci
Uda i bioderka szeroko się rozrosły i w bardzo krótkie spodenki to ja się publicznie nie ubiorę.
Od kolan w dół - nie mam zastrzeżeń.
Ten brzuch to efekt trzech ciąż. Moje ciało opiekowało się trzema maluszkami otulając je bezpiecznie i stwarzając im warunki do zdrowego rozwoju. Potem wykarmiło. A teraz zmienione jest raczej nieodwracalnie. Schudnąć pewnie schudnę. Choć ja do diet to jak wół do karety. Za ćwiczenia pewnie się wezmę. Bo w szafie mam wystrzałowe ciuchy, za małe o dwa rozmiary.
Ale patrzę na ten mój brzuch i jakoś mi pusto. Przywołuję w pamięci momenty, kiedy był spory, rósł, rósł, a w środku czułam Sonków. Ciepło mi się na sercu robi, kiedy przypominam sobie atmosferę czasu oczekiwania. Owszem, łączy się to usilnie z silnym obrzękiem mózgu, ale co tam. najpierw dwie kreseczki, a potem plany, latanie do lekarza, brzuszek z przodu dumnie uniesiony - nie zapomnę, kiedy śmialiśmy się z moim lekarzem, ze wyglądam, jakbym połknęła średniej wielkości telewizor
Brzunio rósł, Sonek kopał (każdy zresztą),miał swoje zwyczaje, wymuszał na mnie pozycję do spania, pokazywał co lubi "jeść" a czego nie powinnam tykać nawet
. Brzuch rósł dalej, pięknie ciążowo-dzidziusiowo się prezentował, mi przydałby się dźwig do podnoszenia się z łóżka oraz przekręcania się na boki, choć nie powiem, odpychanie się od męża i tą metodą nabieranie rozpędu tez pomagało. Problem był, kiedy leżałam na plecach, czułam się jak żuczek, cholera jasna, machać łapkami mi zostało tylko, bo próba poruszenia się kończyła się fiaskiem. Małż był budzony i wielorybicę popchnąć musiał. I taka popychana dotrwałam do porodu. Pełne szczęście bo zaraz Sonek będzie już tutaj, zobaczę, przytulę i na żywo powiem jak mocno go kocham. Ale lekki żal. Za stanem ciąży.
Pamiętam jak ostatnim razem staliśmy z Jerzem na porodówce, jeszcze przed cięciem, Jerz głaskał mnie po brzuchu i mówi - to już ostatni raz, muszę pożegnać się z brzuszkiem
I ja się żegnałam z tym brzuszkiem. Teraz patrzę na kobiety oczekujące z lekką zazdrością, taką pozytywną. Ja tęsknię za tym czasem oczekiwania na dziecko, nawet za tym porodowym zgiełkiem. A potem taka cudna maciupka Małpeczka wczepiona we mnie całym jestestwem, pachnąca jak nikt i nic - noworodem - kupskiem i mleczkiem, pierwsze karmienie...Powrót do domu...a potem patrzenie na wszystko pierwsze - uśmiech, podniesienie głowy, przekręcanie na boczki, ząbki, siadanie, stawanie, kroczek...I pierwsze urodzinki, które przychodzą od razu po narodzinach.
Tęsknota za "brzuszkiem" i spełnianiem się w roli mamy. Mam trzech Synków, których ponad życie kocham. Nie wiem, czy takie myśli to chęć dopełnienia swego macierzyństwa, czy po prostu "takie coś". I mimo tego, że opieka nad trójką maciupków wymaga z mej strony zdrowia i sił, to zalęga się we mnie jednak pragnienie dania życia jeszcze jednej istocie. Może zatem za jakiś czas...
I nie obchodzą mnie ludzie - uważaj, więcej dzieci Ci nie trzeba! Nie mów ze chcesz, bo wykraczesz! Dla mnie dziecko nie jest złem koniecznym, przypadkiem, albo karą. Dla mnie to cud. I takiego cudu doświadczałam z chęcią mimo bolących pleców i masy innych niedogodności. I jęczenia
I wracając na ziemię - patrzę na swoją figurę i już nie wydaje mi się wstrętna. owszem, jest kilka kg za dużo, ale to moje ciało odwaliło kawał niezłej roboty. I już teraz wiem, ze to fajne. I jak znów zobaczę wychudzone modelki z płaskimi brzuchami, to już nigdy zazdrościć nie będę. Bo ja mam trzech synków. I brzuch, który znów chętnie da miłość.
Otóż nachodzą mnie często takie przemyślenia, patrząc na siebie w lusterku.
Łeb ujdzie, niech mu będzie, te dwa wstrętne podbródki to trochę rodzinne i wyglądam jak księżyc w pełni, ale sama gęba masakrą nie jest i kanałami chodzić nie muszę. Włos po uczesaniu całkiem ładnie się prezentuje. Szyja i ramionka w porzo, cyc tez taki w - sam - raśny. I koniec. Po bokach uchwyty miłości całkiem niezłe, zad jak kosiara, albo może młócka, albo yyyy, ten, jak mu tam, kombajn. Fakt - po ziemi się za mną nie ciągnie, ale to prawdopodobnie tylko kwestia czasu.
No i teraz rzeczony brzuch. Skóra wisi podlepiona elegancko tłuszczem. Lecz jest plus - rozstępów nie mam jakoś nadmiernie, owszem, kilka jest, ale nie widać jakoś szczególnie. A na dole najcudowniejsza pamiątka na świecie - uśmiech mam na tym brzuchu, to po cięciach ślad, dzięki niemu ze śpiewem na ustach odpowiem skąd się biorą dzieci
Uda i bioderka szeroko się rozrosły i w bardzo krótkie spodenki to ja się publicznie nie ubiorę.
Od kolan w dół - nie mam zastrzeżeń.
Ten brzuch to efekt trzech ciąż. Moje ciało opiekowało się trzema maluszkami otulając je bezpiecznie i stwarzając im warunki do zdrowego rozwoju. Potem wykarmiło. A teraz zmienione jest raczej nieodwracalnie. Schudnąć pewnie schudnę. Choć ja do diet to jak wół do karety. Za ćwiczenia pewnie się wezmę. Bo w szafie mam wystrzałowe ciuchy, za małe o dwa rozmiary.
Ale patrzę na ten mój brzuch i jakoś mi pusto. Przywołuję w pamięci momenty, kiedy był spory, rósł, rósł, a w środku czułam Sonków. Ciepło mi się na sercu robi, kiedy przypominam sobie atmosferę czasu oczekiwania. Owszem, łączy się to usilnie z silnym obrzękiem mózgu, ale co tam. najpierw dwie kreseczki, a potem plany, latanie do lekarza, brzuszek z przodu dumnie uniesiony - nie zapomnę, kiedy śmialiśmy się z moim lekarzem, ze wyglądam, jakbym połknęła średniej wielkości telewizor
Brzunio rósł, Sonek kopał (każdy zresztą),miał swoje zwyczaje, wymuszał na mnie pozycję do spania, pokazywał co lubi "jeść" a czego nie powinnam tykać nawet
Pamiętam jak ostatnim razem staliśmy z Jerzem na porodówce, jeszcze przed cięciem, Jerz głaskał mnie po brzuchu i mówi - to już ostatni raz, muszę pożegnać się z brzuszkiem
Tęsknota za "brzuszkiem" i spełnianiem się w roli mamy. Mam trzech Synków, których ponad życie kocham. Nie wiem, czy takie myśli to chęć dopełnienia swego macierzyństwa, czy po prostu "takie coś". I mimo tego, że opieka nad trójką maciupków wymaga z mej strony zdrowia i sił, to zalęga się we mnie jednak pragnienie dania życia jeszcze jednej istocie. Może zatem za jakiś czas...
I nie obchodzą mnie ludzie - uważaj, więcej dzieci Ci nie trzeba! Nie mów ze chcesz, bo wykraczesz! Dla mnie dziecko nie jest złem koniecznym, przypadkiem, albo karą. Dla mnie to cud. I takiego cudu doświadczałam z chęcią mimo bolących pleców i masy innych niedogodności. I jęczenia
I wracając na ziemię - patrzę na swoją figurę i już nie wydaje mi się wstrętna. owszem, jest kilka kg za dużo, ale to moje ciało odwaliło kawał niezłej roboty. I już teraz wiem, ze to fajne. I jak znów zobaczę wychudzone modelki z płaskimi brzuchami, to już nigdy zazdrościć nie będę. Bo ja mam trzech synków. I brzuch, który znów chętnie da miłość.




















