Wszyscy wiemy, jaki dziś dzień. Jak od stu lat z okładem. Chyba mój stan odmienny sprawia, że ostatnio czuję się bardziej kobieco, niż zazwyczaj.
Przeczytałam wczoraj ciekawy artykuł:
http://kobiecyporadn...7,reportaz.html
Mówi o nadmiernym poświęcaniu się młodych matek. Albo o braku tegoż poświęcenia - zdaniem starszych kobiet. I od wczoraj o tym myślę. Czy poświęcam się za dużo, czy może za mało? Czy zrobiła się ze mnie zwykła zaniedbana kura domowa w rozciągniętych dresach (nie mam takowych, na szczęście), czy za bardzo myślę o sobie? Nie wiem. Ale nie wydaje mi się, żeby czas, który poświęcam dzieciom teraz był czasem zmarnowanym. Tym bardziej, że jeszcze możemy sobie pozwolić na to, żebym była w domu z maluchami. Specjalnie nie piszę "siedziała w domu", bo tego siedzenia to raczej nie za wiele jest
Inna sprawa, że staram się zawsze być uczesana, mieć czyste ubranie, włosy i minimalny makijaż (maksymalnego nie umiem zrobić - w moim wieku
)Przecież jeżdże z synkiem do pećkola, więc nie będę dziecku obciachu robić
Jeszcze inna sprawa - lubię czasem mieć kilka godzin dla siebie. Wtedy jadę do miasta, połażę po sklepach, zajrzę do księgarni i patrzę na ludzi. Tak po prostu. I nie muszę słuchać pisków, wrzasków i całej tej muzycznej oprawy dziecięcych lat.
Kiedy podchowamy Maleństwo, będę musiała poważnie zająć się zarabianiem. Oszczędności nie wystarczy na wieki, a kredyt sam się nie spłaci. Ale - póki co, jestem Matką domową i dobrze mi z tym.
I nie przeszkadza mi to być kobietą
Wszystkiego najlepszego, Kobietki!
Przeczytałam wczoraj ciekawy artykuł:
http://kobiecyporadn...7,reportaz.html
Mówi o nadmiernym poświęcaniu się młodych matek. Albo o braku tegoż poświęcenia - zdaniem starszych kobiet. I od wczoraj o tym myślę. Czy poświęcam się za dużo, czy może za mało? Czy zrobiła się ze mnie zwykła zaniedbana kura domowa w rozciągniętych dresach (nie mam takowych, na szczęście), czy za bardzo myślę o sobie? Nie wiem. Ale nie wydaje mi się, żeby czas, który poświęcam dzieciom teraz był czasem zmarnowanym. Tym bardziej, że jeszcze możemy sobie pozwolić na to, żebym była w domu z maluchami. Specjalnie nie piszę "siedziała w domu", bo tego siedzenia to raczej nie za wiele jest
Jeszcze inna sprawa - lubię czasem mieć kilka godzin dla siebie. Wtedy jadę do miasta, połażę po sklepach, zajrzę do księgarni i patrzę na ludzi. Tak po prostu. I nie muszę słuchać pisków, wrzasków i całej tej muzycznej oprawy dziecięcych lat.
Kiedy podchowamy Maleństwo, będę musiała poważnie zająć się zarabianiem. Oszczędności nie wystarczy na wieki, a kredyt sam się nie spłaci. Ale - póki co, jestem Matką domową i dobrze mi z tym.
I nie przeszkadza mi to być kobietą
Wszystkiego najlepszego, Kobietki!


















