Skocz do zawartości


Ogłoszenie



Zostań Dziennikarką!

Serdecznie zapraszamy wszystkich z zacięciem dziennikarskim do współredagowania działu "Portal KD" oraz do aktywności w ramach Radia KD.

Jeśli jesteś kreatywna i nie boisz się podejmować nowych wyzwań, chcesz się rozwijać i zdobyć nowe doświadczenia, serdecznie zapraszamy do kontaktu. Możesz nawet poprowadzić własną audycję w radio!

Zainteresowanych prosimy o kontakt z: libuszą.


Zrzuć zbędne kilogramy.
Tylko sprawdzone i skuteczne diety.





Zdjęcie

Wspólne życie we troje, czyli gdzie tu zamieszkać :)



Pierwsze dni i miesiące

Maja jako maleństwo była pogodnym bobasem-to jej zostało do dziś :) Pierwsze dni w domu były niesamowite. Ja jako młoda mama uczyłam się jej-ona mnie. Spała ładnie, jadła, a ja dochodziłam do siebie. Kilka dni po przybyciu do domu obudził mnie w nocy dreszcz. Było mi tak zimno (choć było lato, upał na dworze). Nigdy w życiu nie było mi tak zimno, coś niewyobrażalnego. Nie byłam w stanie nawet wyjść z łóżka, żeby ubrać coś dodatkowego. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Przytuliłam się tylko mocniej do męża. Rano było jeszcze gorzej, przeszywający ból piersi i gorączka. Mąż zaproponował abyśmy pojechali na pogotowie. Powiedziałam, że jeszcze spróbuję domowych metod. Mąż poszedł popracować, a ja poszłam pod prysznic, odciągnąłem trochę mleka z obolałej piersi i przygotowałam sobie okład z gorących ziemniaków, niestety nic nie pomogło. Powoli traciłam świadomość-miałam ponad 39 stopni gorączki, a że jestem z tych co nigdy nie gorączkują myślałam, że już po mnie. Tuliłam małą do siebie i leżałam. Jakoś dotrwałam do wieczora, niestety w nocy znów było bardzo źle, rano postanowiliśmy pojechać do przychodni, okazało się, że mam zapalenie piersi, dostałam chyba jakiś antybiotyk (nie pamiętam) i pozwolono mi jeść paracetamol gdy znów zagorączkuję. Na szczęście mogłam nadal karmić Maję. Po kilku dniach było po wszystkim. W 5 tygodniu życia Mai wybraliśmy się z nią do ortopedy na kontrolę bioderek-i tu złe wiadomości, Maja urodziła się bez panewki biodrowej, miała zwichnięty staw i coś tam jeszcze-nie pamiętam jak to się fachowo nazywa, a w książeczce jest po łacinie. Dziś wiem, że była to bardzo poważna wada. Dostałyśmy majteczki ortopedyczne, zostałam przeszkolona w codziennych ćwiczeniach jakie miałam z małą wykonywać. Na kolejnej wizycie widać było postęp, kość narastała właściwie, a moje ćwiczenia z małą dawały porządany efekt. Niemniej majteczki-kolejne rozmiary zostały do 1 roku życia-kolejne rozmiary. Dziś już jest wszystko w porządku Maja ślicznie chodzi i pewnie nie pamięta jak była pakowana w paczuszkę, najpierw na 12 godzin dziennie, potem na 8 wreszcie na 5. Kolejne tygodnie życia i Pani alergolog (Maja miała wysypkę) zwyrokowała AZS (Atopowe Zapalenie Skóry u małej). Ścisła dieta dla mnie spowodowała, że 3 miesiące po porodzie wyglądałam jak chodzący cień, ważyłam niespełna 50 kg przy wzroście 1, 64. Na szczęście w miarę upływu czasu objawy AZS ustępowały, a gdy Maja zaczęła jeść inne pokarmy (po 7 miesiącu życia) i ja odżyłam i niestety szybko nadrobiłam z nawiązką zrzucone kilogramy, gdy Maja miała roczek już nie byłam taka chuda :)

Ciasno nam...
Myślę,że warto tu napisać kilka słów ku pamięci jak to nasze ciasne 38 metrów zamieniło się w nasz kochany domek na wsi.
Wraz z pojawieniem się naszej córeczki zaczęło nam być ciasno na naszych 38 metrach kwadratowych, pojawiły się plany nad zwiększeniem naszej przestrzeni życiowej. Początkowo myśleliśmy o zmianie mieszkania na większe, to jednak nie do końca nam odpowiadało, gdzieś tam w głowie pojawiły się wizje ogródka i miejsca do wyhasania dla naszej pocieszki. Może domek nad jeziorkiem? Pojechaliśmy nawet obejrzeć jeden, który miał spełniać kryteria mieszkania całorocznego, niestety cena (a i sam domek) nie było dla nas do przyjęcia. Rozmyślając nad naszą sytuacją zaczeliśmy brać pod uwagę zakup gotowego domu do renowacji lub działki. Co prawda wizja kredytu na 25 lat mnie przerażała, ale mąż uspokajał, że jakoś damy radę. Po długich poszukiwaniach znaleźliśmy naszą, jak się wydawało działeczkę. Co prawda była spory kawałek od Lublina, ale co tam-na te bliżej położone nie było nas po prostu stać. Pocieszaliśmy się, że odległość-20 km nie taka straszna, a okolica ładna i cicha. Najpierw mąż samo pojechał a potem zawiózł mnie. W trakcie drogi przejeżdżaliśmy prze miejscowość, która zachwyciła mnie swoim urokiem, patrząc na krajobraz rzuciłam:szkoda, że tu nie ma, żadnej działeczki. Obejrzawszy działkę wracaliśmy podekscytowani do domu snując wizje i plany. W domu zadzwoniłam do właścicielki i umówiliśmy się na środę na działce aby omówić szczegóły. Była sobota wieczorem. Raz jeszcze wzięłam do ręki wymemłane anonse i parzyłam na ofert -ale już bez przekonania-gdyż NASZA działka już została odkryta. I nagle...ogłoszenie o działce w Bystrzycy, czyli miejscu które mnie zachwyciło w drodze do naszej działki. Popatrzyłam na zegarek, na dworze było już ciemno-bo było to październik (lub początek listopada) dochodziła 20. Mąż powiedział:dzwoń, zobaczymy czy aktualne. Wahałam się chwilę czy to wypada o takiej porze. No ale wreszcie zadzwoniłam, z góry przepraszając za porę o jakiej dzwonię. Telefon odebrała bardzo miła Pani, która stwierdziła, że nic się nie stało gdyż dopiero niedawno wrócili z pola (więc chyba to był jednak październik). Działka była wolna, umówiliśmy się na niedzielę na jej oglądanie, nie było czasu do stracenia. Jak można przypuszczać miejsce nas zachwyciło (oboje) do reszty, do wyboru mieliśmy właściwie dwie działeczki -jedną przy drodze, jedną na samym jej końcu, graniczącą z ugorem. Starsza Pani, która nam pokazywała działkę była bardzo sympatyczna i wszystko wydawało nam się cudowne. Zaklepaliśmy działeczkę i zaczęliśmy starania o kredyt na jej zakup. W poniedziałek zadzwoniłam do Pani, z którą byłam umówiona na oglądanie działki (tej pierwszej, dalej położonej) i przepraszając odmówiłam spotkanie. Na szczęście nie była rozczarowana.

Kredy dostaliśmy, umowę spisaliśmy i staliśmy się posiadaczami działeczki :)

Teraz mieliśmy czekać lata na nasz wspaniały dom-tak przynajmniej nam się wydawało :)

Zaczynamy budowę

Jeszcze przed otrzymaniem aktu własności wieczorami zaczęliśmy snuć wizje naszego nowego domku. Mąż godzinami przeglądał projekty w necie, ja zamówiłam katalog z jednej z pracowni. Zdawaliśmy sobie sprawę, że droga do naszego wymarzonego domku jest jeszcze długa ale te marzenia tak nas uszczęśliwiały. Pewnego razu mąż stwierdził-a może pójdziemy do jakiegoś doradcy finansowego sprawdzić naszą zdolność kredytową? (chyba wcześniej zrobił jakieś symulacje on-line). Okazało się, że zdolność jest, teraz szukaliśmy banku, który da nam kredyt na najlepszych warunkach. W międzyczasie wybraliśmy i kupiliśmy projekt NASZEGO DOMKU. Nazywał się prześlicznie-Oliwka.
Załatwianie kredytu, a zwłaszcza tak wielkiego kredytu to nie prosta sprawa, ale udało się, ja też z uwagi na większość wolnego czasu (Maja zostawała w tym czasie z babciami, które do nas przyjeżdżały w odwiedziny-ale o tym później) zaczęłam załatwiać adaptację budynku i zbierać papierki na pozwolenie na budowę oraz szukać ekipy. Wieczorami, gdy mała spała ślęczałam na forum MURATORA przyswajając sobie terminologię budowlaną i zdobywając wiedzę nt materiałów budowlanych, technik budowy etc.
Wreszcie pozwolenie dostaliśmy, kredyt też, ekipa również się znalazła, jesienią 2007? wylaliśmy fundamenty.
Proces budowania domu, wszystkie wypadki, wpadki trudności i złośliwości losu zasługują swym ogromem na osobnego bloga, w każdym bądź razie jakoś się udało i 1 listopada 2008 roku wprowadziliśmy się :) ufffffffffffff

W tym miejscu pragnę podziękować kilku osobom, dzięki którym nasze marzenie się spełniło:
Mojemu mężowi za wiarę i siłę, że się uda oraz motywowanie mnie do działania, jak również za samo marzenie, które zaiskrzyło w jego głowie, bez jego siły nic by z tego nie wyszło, bo ja miałam wielokrotnie momenty zwątpienia, dziękuję Krzysiu

Pani Stasiowi z mojej pracy za nieocenioną pomoc w papierkologii oraz wybiciu nam z głowy kilku pomysłów, m.in pieca na węgiel w sąsiedztwie kuchni

Panu Józefowi K za wybudowanie domku

Anuli i Tomkowi za pomoc merytoryczną

Adamowi i Ani naszym najcudowniejszym sąsiadom za pomoc przy budowie, wyciąganiu z błota samochodów, udostępnianie drogi dojazdowej oraz najwspanialsze sąsiedztwo pod słońcem!

Naszym rodzicom za wsparcie, pomoc i opiekę i generalnie za to, że są
Dziekuję raz jeszcze Kochani



hohohoho, marzenia się spełniają...za jakies tzrydziesci lat oboje na emeryturze będąc letnie wieczory spedzać bedziecie na zimnym piwku w ogródku a jesienno=zimowe przy kominku z bubłem herbaty albo jakiego grzańca...uroczo. Tylko gratulować. I zycze dalszych sukcesów!!! :mrgreen:
Ale się rozmarzyłam :) Cudnie, że Wam się udało, a sądząc po fotkach to okolica miała wielu amatorów :) Domki wyrosły jak grzyby po deszczu :)
Jak miło czytać o spełnionych marzeniach :mrgreen:

Maj 2012

N P W Ś C P S
  12345
6789101112
13141516171819
20212223 24 2526
2728293031  

Ostatnie wpisy

Ostatnie komentarze