Wakacje minęły bezpowrotnie, echhhhhhhhhhhhhhhh
Poranne kawusie na tarasie odeszły w zapomnienie, upalne popołudnia, gorące noce to już historia, teraz mamy dżdże i słoty, zimno jak w psiarni (ale nie aż tak zimno aby zapalić kominek), buro, smutno i...chorobowo. Sezon katarkowy otworzyła Maja -która po drugim weekendzie września zaczęła wyglądać używając języka reklamopapki "jakoś niewyraźnie"-więc zapobiegliwa mama zostawiła ją w domu. Jak się jednak okazało Mai się nic nie wykluło więc po trzech dniach laby w domu wróciła do placówki edukacyjnej, za to jej młodsza siostra zakatarzyła sie na dobre (był czwartek). Nie panikujmy jednak, katar to jeszcze nie tragedia, młodsze zostało na noc natarte oliwką połączona z 70% spirytusem (przepis nieocenionej Pani Zosi o której zapewne jeszcze nie raz wspomnę), do noska marimer czy coś w tym stylu, potem odciągnięcie katarku ustrojstwem typu frida i na noc nasivin. No i nie było źle. W nocy gorączka 37, 6 no tak organizm walczy. Przez kolejne dnie katarek się nie nasilał, w dzień frida i marimer, poza tym codziennie obdukcja uszek, nie bolą więc Ok. Aż tu nagle we wtorek przy standardowej obdukcji-dziecko zawyło, acha ładnie no to mamy zapalenie ucha. Telefon do placówki zdrowia, tak można przyjechać, dwie godziny w poczekalni wśród prychających dorosłych, no niestety jaki kraj taka służba zdrowia, diagnoza zapalenie ucha antynbiotyk
Antybol szybko zadziałał, pogoda zrobiła się ładna, w weekend dzieci łapały promienie słońca, a głowa rodziny walczyła z wybujałą trawą. Niedzielny poranek był boski-taki ciepły
może jakaś wycieczka? przemknęło mi przez myśl
Do sypialni przyczłapał mąż-jestem chory bolą mnie plecy chyba mnie przewiało, nie wstaję dziś z łóżka. Acha no to wycieczkę mamy z głowy, mąż dostał aspirynę, rutynę i poszedł leżeć. Ala z minimalnym katarkiem wesoło gaworzyła, Maja bawiła się to na dworze to w domu ja coś tam pichciłam, mąż leżał i zaczynam wyglądać coraz bardziej-nie bójmy się użyć tego słowa "niewyraźnie". Kole południa było już niewesoło, a wieczorem i w nocy wysoka gorączka. Wezwany w poniedziałek lekarz stwierdził anginę
Mąż dostał zastrzyki. Stan na dziś: głowa rodziny wracająca do zdrowia ale pokłuta niemiłosiernie, Maja coś zaczyna kaszleć, Ala po antybiotykoterapii katar nadal ma-ki czort? Aa no tak i pisząca te słowa zmieniła głos na mocną chrypę a gardło ma jakby stado wirusów zrobiło tam sobie dyskotekę.No więc będziemy się pewnie bujać w tych choróbskach na zmianę aż do wiosny tudzież lata, kiedy to znów będą wakaaaaacje 
No więc chowamy drinki z palemką do barku niech sobie czekają do lata zimne napoje, żegnaj kawko mrożona, chłodku,karkówko z grilla, witaj rosole, bigosie i herbatko z miodem i cytryną!
Poranne kawusie na tarasie odeszły w zapomnienie, upalne popołudnia, gorące noce to już historia, teraz mamy dżdże i słoty, zimno jak w psiarni (ale nie aż tak zimno aby zapalić kominek), buro, smutno i...chorobowo. Sezon katarkowy otworzyła Maja -która po drugim weekendzie września zaczęła wyglądać używając języka reklamopapki "jakoś niewyraźnie"-więc zapobiegliwa mama zostawiła ją w domu. Jak się jednak okazało Mai się nic nie wykluło więc po trzech dniach laby w domu wróciła do placówki edukacyjnej, za to jej młodsza siostra zakatarzyła sie na dobre (był czwartek). Nie panikujmy jednak, katar to jeszcze nie tragedia, młodsze zostało na noc natarte oliwką połączona z 70% spirytusem (przepis nieocenionej Pani Zosi o której zapewne jeszcze nie raz wspomnę), do noska marimer czy coś w tym stylu, potem odciągnięcie katarku ustrojstwem typu frida i na noc nasivin. No i nie było źle. W nocy gorączka 37, 6 no tak organizm walczy. Przez kolejne dnie katarek się nie nasilał, w dzień frida i marimer, poza tym codziennie obdukcja uszek, nie bolą więc Ok. Aż tu nagle we wtorek przy standardowej obdukcji-dziecko zawyło, acha ładnie no to mamy zapalenie ucha. Telefon do placówki zdrowia, tak można przyjechać, dwie godziny w poczekalni wśród prychających dorosłych, no niestety jaki kraj taka służba zdrowia, diagnoza zapalenie ucha antynbiotyk
Antybol szybko zadziałał, pogoda zrobiła się ładna, w weekend dzieci łapały promienie słońca, a głowa rodziny walczyła z wybujałą trawą. Niedzielny poranek był boski-taki ciepły
No więc chowamy drinki z palemką do barku niech sobie czekają do lata zimne napoje, żegnaj kawko mrożona, chłodku,karkówko z grilla, witaj rosole, bigosie i herbatko z miodem i cytryną!


















