Nasz domek jest najwspanialszym miejscem pod słońcem. Jest tu wszystko czego nam trzeba, cisza, spokój, świeże powietrze. W lecie jest tu bosko, ptaszki śpiewają, kwiatki kwitną, w ogrodzie słychać śmiech dzieci, zawsze dużo zajęć radość z doglądania ogródka. Sytuacja zmienia się diametralnie wraz z nastaniem późnej jesieni, a najgorzej jest zimą. Dzieci idą do szkół i przedszkoli, a ja siedzę sama z Alą całe dnie i troszkę nam smutno. Niestety nasza kochana sąsiadka rozpoczęła prace w Lublinie, Maja całe dnie w przedszkolu, a my z Alą całe dnie w domu i nie ma do kogo przysłowiowej gęby otworzyć. Jest kiepsko. Krótkie dnie, szaro buro za oknem, brak jakiegokolwiek towarzystwa, nie sprzyjają moim nastrojom. No bo ile można sprzątać czy czytać? Czasami chciałoby się z kimś pogadać, wymienić opinie, wyżalić. Niby do miasta nie mamy daleko, ale tez nie mamy do kogo pojechać. Każdy zajęty swoimi sprawami, poza tym jakoś grono tych znajomych się skurczyło kiedy to zaczęliśmy pracować i pojawiły się dzieci. Wszystko jest pięknie kiedy się chodzi do pracy wtedy domek na wsi jest wspaniała odskocznią gdzie się odpoczywa. Gorzej gdy pracę zawodową trzeba zawiesić by podchować najmłodsze, wtedy upragniony najwspanialszy własny domek staje się więzieniem.
Ech zimo uciekaj od nas prędko, niech już będzie wiosna.
Ech zimo uciekaj od nas prędko, niech już będzie wiosna.


















