Krótki wstęp...
Jestem osobą, która zawsze doszukuje się w otaczającej rzeczywistości magii, ale nie chodzi tu o wiarę w duchy, gusła, raczej o specyficzny magiczny kontekst...Lubię patrzeć nawet na proste, zwykłe rzeczy jak na cud, genialny finał czyjegoś natchnienia. Widzę więc w pięknych przedmiotach domowego użytku finał czyjejś Myśli Twórczej, wspaniały zamysł Stwórcy (Natury) w pięknie kwiatów. Wiecie już co mam na myśli?
A teraz z innej beczki...kiedyś chciałam być archeologiem, nie raz jeszcze jako mała dziewczynka grzebiąc w ogórku marzyłam, że odnajduję tam skarb. Znajdując resztki zastawy, pogięty pierścionek z odpustu wyobrażałam sobie, że to wspaniała biżuteria zgubiona przez walczącego na tym terenie żołnierza, który idąc na wojnę otrzymał od swojej ukochanej pierścień aby go chronił i dawał nadzieję powrotu do domu. Ot tak sobie wymyślałam. To sprawiało, że rzeczywistość mnie otaczająca była piękniejsza.
Dorastając marzyłam o archeologii i pewnie dziś bym była Panią archeolog, gdyby nie mój szwagier (sam historyk), który opowiadał niestworzone rzeczy co to studenci archeologii muszą robić, jak np gotować kurze głowy i oddzielać od nich mięso
To mi wystarczyło, postanowiłam pójść na historię, ale jakoś tak końcem końców skończyłam socjologię. Za to będąc na studiach poznałam kilku archeologów, ba nawet byłam na jednym obozie naukowym i brałam udział (głownie jako obserwator) w prawdziwych wykopaliskach.
Pewnego lata podczas wsþólnej wakacyjnej wyprawy w Góry Świętokrzyskie z jednym ze studentów archeologii noc nas zastała w drodze, daleko od schronisk. Postanowiliśmy więc nocować w szczerym polu pod namiotem, z daleka na horyzoncie majaczył jakiś klasztor. Rano, złożywszy namiot zauważył on świeżo zaorane pole, przeszedł się po nim, po czym przyniósł mi garść ...gliny...tak się na pierwszy rzut oka mogło wydawać, jednak jego wprawne oko w tych kawałkach ziemi dostrzegło skorupy dawnych garnków. Po wzorkach i innych elementach powiedział mi z jakiego mniej więcej okresu pochodzą i czym dokładnie są. Od tej pory już nigdy nie przeszłam obojętnie obok świeżo zaoranego pola i tak mam do dziś
Innym razem jakiś czas temu robiąc porządki pobudowlane na naszym ogródku znalazłam kawałek uprzęży końskiej (a dokładnie siodła, a jeszcze dokładniej strzemion)-takie metalowe elementy-w które wkłada się nogi. Nie muszę chyba dodawać, że w mojej głowie z miejsca powstała piękna historia, skąd one się tu wzięły
No ale do rzeczy...
Dziś rano uśpiwszy moją młodszą pociechę zaczęłam przygotowywać obiad. W trakcie obierania ziemniaków, kiedy jednego z nich wzięłam do ręki, coś zazgrzytało pod nożem. Wyważyłam owego "ziemniaka" w dłoni i już wiedziałam, że to żaden ziemniak ale kawałek kamienia oblepionego gliną. Wrzuciłam go więc do wody aby opłukać i sięgnęłam po kolejną pyrę. Po obraniu wszystkich ziemniaków, wyjęłam mój skarb z wody, wyczyściłam gąbką i mym oczom ukazał się wspaniały widok, ów kamień to prehistoryczne narzędzie, prawdopodobnie do skrobania lub...walki widać odciśnięte ślady -wgłębienia na palce, które świadczą, że był używany do takich właśnie celów. Takich śladów nie mogła zostawić natura, poza tym jego kształt, idealne dopasowanie do dłoni świadczą, że służył on człowiekowi.
Skarby moi kochani są wszędzie, trzeba tylko czasami umieć je dostrzec.
Teraz dumnie leży na honorowym miejscu na kominku...mój skarb.
A nawet jeśli to jednak zwykły kamień, nikt przecież nie zabroni mi patrzeć na niego jak na skarb. Mój skarb.
Jestem osobą, która zawsze doszukuje się w otaczającej rzeczywistości magii, ale nie chodzi tu o wiarę w duchy, gusła, raczej o specyficzny magiczny kontekst...Lubię patrzeć nawet na proste, zwykłe rzeczy jak na cud, genialny finał czyjegoś natchnienia. Widzę więc w pięknych przedmiotach domowego użytku finał czyjejś Myśli Twórczej, wspaniały zamysł Stwórcy (Natury) w pięknie kwiatów. Wiecie już co mam na myśli?
A teraz z innej beczki...kiedyś chciałam być archeologiem, nie raz jeszcze jako mała dziewczynka grzebiąc w ogórku marzyłam, że odnajduję tam skarb. Znajdując resztki zastawy, pogięty pierścionek z odpustu wyobrażałam sobie, że to wspaniała biżuteria zgubiona przez walczącego na tym terenie żołnierza, który idąc na wojnę otrzymał od swojej ukochanej pierścień aby go chronił i dawał nadzieję powrotu do domu. Ot tak sobie wymyślałam. To sprawiało, że rzeczywistość mnie otaczająca była piękniejsza.
Dorastając marzyłam o archeologii i pewnie dziś bym była Panią archeolog, gdyby nie mój szwagier (sam historyk), który opowiadał niestworzone rzeczy co to studenci archeologii muszą robić, jak np gotować kurze głowy i oddzielać od nich mięso
Pewnego lata podczas wsþólnej wakacyjnej wyprawy w Góry Świętokrzyskie z jednym ze studentów archeologii noc nas zastała w drodze, daleko od schronisk. Postanowiliśmy więc nocować w szczerym polu pod namiotem, z daleka na horyzoncie majaczył jakiś klasztor. Rano, złożywszy namiot zauważył on świeżo zaorane pole, przeszedł się po nim, po czym przyniósł mi garść ...gliny...tak się na pierwszy rzut oka mogło wydawać, jednak jego wprawne oko w tych kawałkach ziemi dostrzegło skorupy dawnych garnków. Po wzorkach i innych elementach powiedział mi z jakiego mniej więcej okresu pochodzą i czym dokładnie są. Od tej pory już nigdy nie przeszłam obojętnie obok świeżo zaoranego pola i tak mam do dziś
Innym razem jakiś czas temu robiąc porządki pobudowlane na naszym ogródku znalazłam kawałek uprzęży końskiej (a dokładnie siodła, a jeszcze dokładniej strzemion)-takie metalowe elementy-w które wkłada się nogi. Nie muszę chyba dodawać, że w mojej głowie z miejsca powstała piękna historia, skąd one się tu wzięły
No ale do rzeczy...
Dziś rano uśpiwszy moją młodszą pociechę zaczęłam przygotowywać obiad. W trakcie obierania ziemniaków, kiedy jednego z nich wzięłam do ręki, coś zazgrzytało pod nożem. Wyważyłam owego "ziemniaka" w dłoni i już wiedziałam, że to żaden ziemniak ale kawałek kamienia oblepionego gliną. Wrzuciłam go więc do wody aby opłukać i sięgnęłam po kolejną pyrę. Po obraniu wszystkich ziemniaków, wyjęłam mój skarb z wody, wyczyściłam gąbką i mym oczom ukazał się wspaniały widok, ów kamień to prehistoryczne narzędzie, prawdopodobnie do skrobania lub...walki widać odciśnięte ślady -wgłębienia na palce, które świadczą, że był używany do takich właśnie celów. Takich śladów nie mogła zostawić natura, poza tym jego kształt, idealne dopasowanie do dłoni świadczą, że służył on człowiekowi.
Skarby moi kochani są wszędzie, trzeba tylko czasami umieć je dostrzec.
Teraz dumnie leży na honorowym miejscu na kominku...mój skarb.
A nawet jeśli to jednak zwykły kamień, nikt przecież nie zabroni mi patrzeć na niego jak na skarb. Mój skarb.


















