Witajcie po dłuższej nieobecności...
Tak sobie myślę i myślę co by tu napisać bo generalnie do powiedzenia za wiele nie mam, a jak nie mam nic ciekawego do powiedzenia to po co komu, przysłowiową gitarę zawracać, prawda? Ja w każdym bądź razie nie lubię choć znam takich co czy ktoś tego sobie życzy czy wręcz przeciwnie i odwrotnie to i tak mu tę gitarę zawrócą. Też ich znacie? A no właśnie i tym sposobem dochodzimy do konkluzji, że mamy wspólnych znajomych, nic tylko wpaść sobie w obięcia i zrobić tzw. "misia"
A skoro już tak zręcznie i mimochodem do misiów MISIĘ nawiązało to właśnie o misiach pisać chciałam, a raczej o mnie-misiu. Znaczy, że ja tak jak one w zimowy sen zapadam, głównie w kwestii intelektualnej, choć nie tylko
Wiosna, lato -proszę bardzo-moja aktywność psychofizyczna jest całkiem całkiem, bo i ogródek wypielę i dom wypucuję i coś tam jeszcze jakieś sto tysięcy pięćset rzeczy w dzień zrobię, wieczorem dzieciarnię do snu utulę, jeszcze coś tam podziałam, a tuż przed snem gotowa jestem bez specjalnego wysiłku np. kilka słów na blogu klepnąć. Po przespaniu jakiś 4-5 godzin jestem jak nowa, pełna energii, pomysłów itp. Znowu mogę cały dzień na wysokich obrotach latać. Tak jest latem, wiosną i jesienią-wczesną. Wraz z nastaniem późniejszej jesieni-okolice drugiej połowy września, ewentualnie początek października-zamieram. Powoli acz systematycznie ograniczam swą sprawność ruchową, a i psychiczną też. Owszem jak najbardziej wraz z nastaniem wieczoru i uśpieniu cór moich chętnie sama wślizguję się pod kołderkę tudzież kocyk i czytam jeszcze do godziny duchów czy to książki (głównie, czy to od czasu do czasu coś on-line) ale jest to, że tak powiem aktywność psychiczna pasywna (o ile aktywność może być pasywna-ale chyba może skoro jest?). Tak więc jeszcze jakieś trzy miechy snu zimowego przede mną (tępoty, marazmu, bleh i fuj),a potem wraz z nastaniem wiosny moja moc powróci (mam taką szczerą nadzieję).
Ten sporo przydługi wywód stworzony został tak troszkę z potrzeby usprawiedliwienia, bo onegdaj zapędzałam do pisania blogów, a teraz sama się obijam
. Innym wytłumaczeniem-myślę, że też dość dobrym jest fakt, że odkąd zaistniała tu blogerka -niejaka Emotion to moje dyrdymałki wydają się tak bezsensowne, nudne i obwisłe jak cycki piszącej (piszącej to nie tamto!) więc wolę czytać ją niż pisać siebie
No wiem wiem sama mówiłam, że główny cel to pisanie dla siebie ku pamięci nie dla kogoś, ale mam świadomość, że czasami jednak ktoś to czyta i wyobrażam sobie jaki niesmak musi mieć w oczach po przeczytaniu np. zabawnego wpisu o Domisiach i ich mamie poszukującej swej tożsamości a dyrdymałkach o misiu, śnie zimowym i aktywności pasywnej)
Dobra wiem , za dużo tego
NO to koniec moje Miłe
Kto doczytał do końca ten ...pomidor!
Tak sobie myślę i myślę co by tu napisać bo generalnie do powiedzenia za wiele nie mam, a jak nie mam nic ciekawego do powiedzenia to po co komu, przysłowiową gitarę zawracać, prawda? Ja w każdym bądź razie nie lubię choć znam takich co czy ktoś tego sobie życzy czy wręcz przeciwnie i odwrotnie to i tak mu tę gitarę zawrócą. Też ich znacie? A no właśnie i tym sposobem dochodzimy do konkluzji, że mamy wspólnych znajomych, nic tylko wpaść sobie w obięcia i zrobić tzw. "misia"
A skoro już tak zręcznie i mimochodem do misiów MISIĘ nawiązało to właśnie o misiach pisać chciałam, a raczej o mnie-misiu. Znaczy, że ja tak jak one w zimowy sen zapadam, głównie w kwestii intelektualnej, choć nie tylko
Ten sporo przydługi wywód stworzony został tak troszkę z potrzeby usprawiedliwienia, bo onegdaj zapędzałam do pisania blogów, a teraz sama się obijam
No wiem wiem sama mówiłam, że główny cel to pisanie dla siebie ku pamięci nie dla kogoś, ale mam świadomość, że czasami jednak ktoś to czyta i wyobrażam sobie jaki niesmak musi mieć w oczach po przeczytaniu np. zabawnego wpisu o Domisiach i ich mamie poszukującej swej tożsamości a dyrdymałkach o misiu, śnie zimowym i aktywności pasywnej)
Dobra wiem , za dużo tego
NO to koniec moje Miłe
Kto doczytał do końca ten ...pomidor!


















