Jak to mówią chłop w chałupie -wrzód na du...
I to się zgadza. ja go nie ma i gadamy głownie przez telefon, to jest OK, a jak siedzi w domu, to zawsze znajdzie powód do kłótni, dąsów i takich tam
A mnie już to przerasta. Zamiast jakoś mnie wspierać w mojej walce o lepsze jutro, to on woli mnie dobijać ubliżając mi od najgorszych. Sama już nie wiem, ale chyba sobie na takie traktowanie zasłużyłam, w końcu parę złych rzeczy w życiu zrobiłam. Najgorsze jest to, że z jednej strony mamy wspólne plany i obojgu nam sprawia przyjemność jak usiądziemy wieczorem przytuleni i myślimy co będzie za jakiś tam czas. A później ni z tego ni z owego M. wstaje lewą nogą i jazda jaka to ja jestem niedobra, jaką jestem zła matką, jakim jestem nieudacznikiem i wiele, za wiele innych "przyjemności" słyszę...
I co z tego, że wczoraj byliśmy razem na pikniku lotniczym, a później na pizzy ze znajomymi, skoro wracając do domu już byliśmy skłóceni? Dzisiaj od rana jestem wg, niego ta najgorszą. Bardzo mi spada życiowa energia po takich akcjach. Nawet wydaje mi się, że nie jestem już sobą. Nie wiem gdzie się podziała ta optymistka, dla której szklanka zawsze była w połowie pełna?
Oczywiście mąż skutecznie uniemożliwił mój planowany wyjazd do rodzinki
Ale jeszcze mu pokaże. Uzbieram kasę (jeszcze nie wiem skąd) i pojadę za swoje, a on niech się cmoknie
I co z tego, że wczoraj byliśmy razem na pikniku lotniczym, a później na pizzy ze znajomymi, skoro wracając do domu już byliśmy skłóceni? Dzisiaj od rana jestem wg, niego ta najgorszą. Bardzo mi spada życiowa energia po takich akcjach. Nawet wydaje mi się, że nie jestem już sobą. Nie wiem gdzie się podziała ta optymistka, dla której szklanka zawsze była w połowie pełna?
Oczywiście mąż skutecznie uniemożliwił mój planowany wyjazd do rodzinki


















