Wczoraj wieczorem miałam plan: wyspać się!!! Ponieważ przez wakacje odzwyczaiłam się od wczesnego wstawania, w sensie wstawałam 8.30 - 9.00, teraz jak zaczęło się przedszkole, musiałam zmienić nawyki. No więc wstając od wtorku (bo w przychodni byłam) wcześnie, codziennie powtarzałam sobie, że w sobotę się wyśpię. W piątek wieczorem wypiliśmy z M. po lampce wina, obejrzałam film na DVD (M. w trakcie zasnął), wykapałam się i położyłam z błoga myślą o wylegiwaniu się w łóżku i spaniu do dziesiątej.
I tak sobie spałam, kiedy obudził mnie dziwny dźwięk dochodzący z telefonu M. Na początku myślałam, że to budzik i już go miałam opieprzyć, że nawet w sobotę musi go nastawić na jakąś skandaliczna godzinę, ale M. odebrał ten telefon, więc budzik to to nie był. Wtedy spojrzałam na zegarek: 7:09. Ale zamierzałam spać dalej, dopóki nie usłyszałam tupotu małych stópek. Dziecko słysząc rozmowę tatusia obudziło się i przybiegło do mnie z zamiarem dospania jeszcze w moim łóżku (liczyłam na jakieś 2 godzinki). Ale nic z tego. Przyszedł M. i zaczął opowiadać o problemach jego kolegi (z którym pracuje) z instalacją, bo tamtemu zrobiło się zwarcie, bo jego zona nastawiła jednocześnie pralkę i zmywarkę i w połowie domu nie ma prądu
I to był powód, żeby mnie budzić. Ten koleś jest jakiś nie teges. Zawsze dzwoni o dziwnych porach, obowiązkowo z niedzielę w porze obiadowej z jakimiś bzdurami niecierpiącymi zwłoki,a teraz jeszcze w sobotę z samego rana. Oczywiście M. musiał jechać te 50 km i do tej pory nie wrócił. Tamten zrobił interes życia kupując za skandaliczne pieniądze dom do kapitalnego remontu i przy remoncie nie zmieniał instalacji na nowe
No i szlag trafił wszelkie sobotnie plany, bo M. nie wiadomo kiedy wróci, a młody oczywiście nie zmrużył już oka, więc świruje od rana i robi demolkę w domu.
I tak sobie spałam, kiedy obudził mnie dziwny dźwięk dochodzący z telefonu M. Na początku myślałam, że to budzik i już go miałam opieprzyć, że nawet w sobotę musi go nastawić na jakąś skandaliczna godzinę, ale M. odebrał ten telefon, więc budzik to to nie był. Wtedy spojrzałam na zegarek: 7:09. Ale zamierzałam spać dalej, dopóki nie usłyszałam tupotu małych stópek. Dziecko słysząc rozmowę tatusia obudziło się i przybiegło do mnie z zamiarem dospania jeszcze w moim łóżku (liczyłam na jakieś 2 godzinki). Ale nic z tego. Przyszedł M. i zaczął opowiadać o problemach jego kolegi (z którym pracuje) z instalacją, bo tamtemu zrobiło się zwarcie, bo jego zona nastawiła jednocześnie pralkę i zmywarkę i w połowie domu nie ma prądu



















Mam coś podobnego, bo Zgaga balowała do 5tej dziś